Nie było mnie tu dawno, miałam przerwe, nie chciało mi się pisać, ale nie gwarantuję że wracam na stałe. Ostatnio nie dzieje się zbyt dobrze w moim życiu, mamy problemy finansowe, osobiste, tak, że są dni, kiedy nie mam ochoty nawet zaglądać na bloga.
Wczoraj pojechałam do miasta żeby połazić trochę po sh. W jednym było 20% taniej, ale nie znalazłam niczego dla siebie, bo szukałam sweterka lub bluzki z długim rękawem. No a z moim rozmiarem nie łatwo znaleźc cokolwiek... Owszem, była masa koszulek, bluzek ale wszystko letnie, a nie o to mi chodziło. Więc w tym jednym sh nie kupiłam nic. Weszłam do drugiego a tam... wymiana towaru, a resztki po złotówce, ale to już naprawdę takie szmaty że tylko do podłogi lub psu do budy, chodź i to nie bardzo bo materiały niemiłe w dotyku. Zobaczyłam za to coś w tubce. Okazało się że jst to coś do włosów firmy Percy&Reed. Kupilam za złotówkę (!). W domu przejrzałam internet, przetłumaczyłam co i jak i wyszło że to lakier w kremie, coś takiego. Coś co ujarzmi puszące się włosy.